Prezydent miasta nie powinien być uwikłanym w polityczne wojenki administratorem, ale wysokich lotów menedżerem-wizjonerem.

Komentuje Mariusz Matwiejczyk, ekspert Stowarzyszenia Christophoros.

Już wkrótce w wielu miastach w Polsce odbędzie się druga tura wyborów samorządowych na urząd prezydenta lub burmistrza. Często zastanawiamy się jakie kryterium wybrać oddając swój głos.

Prezydent, ale też i inny wysoki przedstawiciel organu samorządowego nie powinien być jedynie administratorem, rozumianym jako dysponent środków finansowych, w ramach przewidzianego budżetu. Z niechęcią patrzymy również na kandydatów, którzy nagminnie starają się przypodobać się różnym grupom nacisku, które mogą wpłynąć na jego reelekcję.

Wolimy tych, których wyróżnia wodzowska charyzma i wypływająca z niej dalekowzroczna mądrość, tak bardzo różniąca się od miernoty, policzonej na zaspokajanie swoich bieżących, partykularnych interesów.

Od włodarzy naszych miast oczekujemy, że nie tylko będą proaktywni, dynamiczni i mający inicjatywę, ale przede wszystkim będą dobrymi zarządcami. Takimi, którzy zdali już w życiu test na wzburzonych, głębokich wodach wolnorynkowej gospodarki. Taką swoistą próbę winni przejść z wybitnym powodzeniem ludzie, którzy aspirują do tego, by społeczeństwo im zaufało i powierzyło swój los. Skala odpowiedzialności, mierzona ilością osób, których decyzje, wydawane przez sprawujących władzę dotyczą, jest przecież nierzadko nieporównywalnie większa niż największych międzynarodowych korporacji.

Taki kandydat, poza koniecznym doświadczeniem, ma zazwyczaj jeszcze jedną niezwykle pożądaną cechę. W życiu już osiągnął określony status i ma zabezpieczoną swoją sytuację finansową. W związku z tym, ma niezwykle mocno wykształcone poczucie misji. Nie dba o apanaże, ani o prezydencki fotel, jako stanowisko pracy, jak ten który zaciągnął kredyt hipoteczny na 40 lat denominowany we frankach szwajcarskich. On tej „pracy” nie potrzebuje. To my, jako społeczeństwo potrzebujemy jego – prezydenta-menedżera.

Chcemy wizjonera, który świadomy niepowtarzalnej możliwości zapisania się złotymi zgłoskami na karach historii, nie jest zainteresowany tym, by przetrwać, ale zwyciężać. Nie być, ale zdobywać. Nie kroczy utartymi szlakami, ale wyznacza nowe. Nie przyjmuje do wiadomości, że czegoś nie można, ale wbrew powszechnym przekonaniom, udowadnia, że można. Ba, że tak właśnie należy!

Dla jego wyborców, o jego sile nie będzie stanowić to jak wiele uda mu się spełnić wysuwanych wobec niego populistycznych oczekiwań. Wręcz przeciwnie – jak często i jak bardzo niepopularne decyzje jest w stanie podjąć. Wiedząc, że to właśnie za nimi kryje się prawdziwe dobro i mądrość, których dziś być może dostrzec, ani zrozumieć potrafi niewielu.

Niestety polityka zwykle nie jest czystą grą, ale i sama demokracja ze swej natury stymuluje zachowania policzone tylko na zdobycie głosów tłumu. Aby zadowolić tłum, wystarczy mu coś dać. Jak pokazuje życie z tym nasi rodzimi politycy nie mają większego problemu. Bo i cóż to za wyzwanie. Dawać z nieswoich.

Jednak kres takiej permanentnej krótkowzroczności może być tylko jeden i niezwykle bolesny dla całego społeczeństwa. Jak długo można bowiem dawać coś, czego tak naprawdę się nie ma. Pożyczać, po to by spłacać pożyczki? Nie miejmy złudzeń, że kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy nam wszystkim przyjdzie za to zapłacić.

Niech ta refleksja towarzyszy nam przy urnach wyborczych, by nasz wójt, burmistrz, czy prezydent, nie był uwikłanym w partyjne wojenki administratorem, ale nadzwyczaj wysokich lotów menedżerem-wizjonerem.

Zapraszamy do kontaktu

Stowarzyszenie Christophoros
ul. Bożego Ciała 10
82-300 Elbląg
tel. 660 410 152 Andrzej Michalczyk (wiceprezes)
e-mail: kontakt@christophoros.org.pl

nr konta: 23 1140 2004 0000 3702 7803 4780

2 + 9 =